Artysta i lekarz – jak i czy te dwie z pozoru różne wrażliwości i zawody wpływają na siebie?
Praktyka lekarska dostarcza inspiracji do piosenek. Z żargonu medycznego pochodzą różne pomysły językowe używane w tekstach - humor lekarski jest łatwo wyczuwalny. Z kolei postawa artystyczna uczy mnie niestandardowego podejścia do leczenia, dystansu do schematów i algorytmów, działania intuicyjnego, które przynosi więcej korzyści pacjentom.
Czy artysta powoduje, że jako lekarz jest Pan wrażliwszy?
Wrażliwość na drugiego człowieka nie jest typową cechą środowiska artystycznego. W tej grupie spotykam częściej postawy narcystyczne, skupienie na sobie, na swojej własnej wyjątkowości, kierowanie na siebie całej uwagi otoczenia, a jeżeli wrażliwość to teatralną i demonstracyjną. Ja też temu ulegam, a to z kolei na chorych odbija się źle.
Czy lekarz sprowadza artystę na ziemię?
Nauki przyrodnicze w tym medycyna uczą myślenia schematycznego i pragmatycznego. Jest ono bardzo przydatne w sztuce. Żeby osiągnąć sukces artystyczny nie można poddawać się emocjom, trzeba planować i kalkulować na zimno. Celnie trafiać w aktualne zapotrzebowanie społeczne i rozkładać siły. Wtedy można zająć trwałą pozycję.
Jakie było najtrudniejsze doświadczenie zawodowe, które znalazło wyraz w Pana twórczości?
Nie zajmuję się trudnymi przypadkami medycznymi w piosenkach. Rozrywka ma służyć zabawie, a nie cierpieniu. Wypominam tylko czasem pacjentom, że nie stosują się do zaleceń, ale za trudniejsze problemy się nie biorę. Oczywiście z wyjątkiem przypadku samego siebie, który jest bardzo trudny i źle rokuje, ale inspiruje do wielu autoironicznych tekstów.
Wydaje nam się, że lekarze są nieśmiertelni (podobnie zresztą jak artyści). Nie chorują, bo przecież leczą innych i medycyna nie ma przed nimi tajemnic. Pan w czasie pandemii ciężko przeszedł zakażenie koronawirusem – czy i jak to doświadczenie wpłynęło na Pana, na relacje z pacjentami i na sztukę?
Nieśmiertelny doktor o mało co sam się nie przekręcił. To mnie bardzo zmieniło. Zacząłem chodzić do dentysty, a to pozytywnie wpłynęło na relacje z pacjentami i na jakość sztuki. W szpitalu zrobiłem kilka dobrych zdjęć i nabyłem nowych umiejętności. Potrafię wykąpać się z podłączoną kroplówką, posprzątać pokój nie odłączając się od tlenu, zagotować wodę przy pomocy dwóch żyletek i drutu.
Polski przebój wszech czasów – istnieje taka piosenka? I czy jest taka, której nie zagrałaby ani grupa MoCarta, ani Kuba Sienkiewicz?
Grupa MoCarta zagra wszystko. Ja raczej specjalizuję się we własnych piosenkach. W kategorii polski przebój wszechczasów wskazałbym „Jej portret” Włodzimierza Nahornego i Jonasza Kofty. Konkurować może znacznie bardziej na świecie znana „Kołysanka” z filmu „Dziecko Rosemary” Krzysztofa Komedy, który choć krótko, ale też był lekarzem.
Wystąpicie Panowie na koncercie charytatywnym na rzecz podopiecznych hospicjum dla dzieci. Jak Pan poradził sobie ze śmiercią ciotki, Krystyny?
Poradziłem sobie zadaniowo. Zamieszkałem w jej domu i wziąłem pod opiekę pięcioro pozostawionych przez nią zwierząt (dwa psy i trzy koty), którym śpiewałem piosenki z repertuaru ciotki - „Dlaczego ciele ogonem miele” i „Ryby, żaby, raki” w każdą rocznicę jej odejścia. One patrzyły na mnie z politowaniem i kiwały głowami.
Często wydaje nam się, że świat jest zdominowany przez zło, a przecież każdy z nas na co dzień i to niekoniecznie wielkimi czynami może robić dobre rzeczy. Jak Wy rozumiecie dobro i takie codzienne czynienie dobra?
Zwykła wzajemna uprzejmość poza domem (na przykład w ruchu drogowym lub w komunikacji publicznej) przekłada się z czasem na gotowość całej zbiorowości do czynienia dobra w dużej skali. Zachowania bezinteresowne, jak chociażby właśnie koncerty charytatywne, też dają taki efekt. Dlatego mimo podziałów politycznych Polacy potrafili w krytycznym okresie udzielić znaczącej pomocy Ukraińcom. Codzienna serdeczność dobrze nastraja do świata.
Czym jest dla Was aktywność charytatywna?
Prawdziwa działalność dobroczynna jest anonimowa, nie szuka poklasku, jest szczera, spontaniczna, odruchowa, nie pochodzi z kalkulacji i przymusu. Jest długotrwała, a nie chwilowa.